Strona główna
Skontaktuj się z nami
Mapa serwisu





Newsletter
Jeśli chcesz dostawać informacje o książkach Wydawnictwa Otwartego, podaj swoje imię
i adres e-mailowy






Zapisz Wypisz



Odwiedź stronę Wirtualnej Polski
Odwiedź stronę Wydawnictwa Znak

Fragmenty

okładka książki

O książce
O autorze



W łóżku z Jokastą

Przeminęło z wiatrami


– Ten film jest fiński – mówi Jokasta. – Nie uważasz, że już samo to powinno dać ci do myślenia?
Stojąc pośrodku salonu, usiłuję przypomnieć sobie, co takiego naród fiński uczynił Jokaście. Skąd ten gniew? To wzburzenie?
– Poza tym – kontynuuje, wciskając gniewnie przycisk przewijania – to już czwarty raz z rzędu. Po raz czwarty pozwoliłam ci wybrać film w wypożyczalni i po raz czwarty film jest do bani.
W głębi serca czuję, że Jokasta jest trochę niesprawiedliwa dla "Dryfujących chmur" – fińskiego filmu, który właśnie skończyliśmy oglądać – na przykład nalegając, aby nazywać go "Przeminęło z wiatrami".
– Spójrz tylko, ile ostrzeżeń w samym opisie tego filmu udało ci się przegapić – mówi Jokasta, trzymając w dłoni pudełko po kasecie. – „Wyrafinowane ujęcia” oznaczają, że filmowi brakuje fabuły. „Przewrotne poczucie humoru” informuje, że film może rozbawić co najwyżej bandę smutasów.
Usilnie staram się sobie przypomnieć, co podkusiło mnie, żeby wybrać właśnie ten film w wypożyczalni. Naklejka z informacją sugerującą jakieś bliżej nieokreślone powiązania filmu z festiwalem w Cannes? Entuzjastyczna recenzja w „Głosie Helsinek”? Obietnica „doskonałej zabawy i wspaniałego samopoczucia” po jego obejrzeniu? „Całe szczęście, że nie był długi” – mógłbym powtórzyć za Jokastą. W wypożyczalni zawsze można spotkać pięć, sześć osób snujących się wzdłuż półek z nowościami. Możemy co prawda wyglądać jak potępione dusze, skazane na wieczną tułaczkę, lecz tak naprawdę jesteśmy pełni nadziei, że tym razem uda nam się wypożyczyć coś wyjątkowego – prawdziwą perełkę. Że zabierzemy naszą zdobycz
do domu, by pod koniec filmu nasze partnerki mogły dać nam całusa i szepnąć do ucha: „Znowu ci się udało, to było po prostu wspaniałe”. Dziwnym trafem zawsze wygląda to trochę inaczej. Tydzień w tydzień po obejrzeniu filmu prowadzimy z Jokastą taką samą dyskusję.
– Na jakiej podstawie stwierdziłeś, że to dobry film?
– A co powiesz na tę recenzję? – pytam, triumfalnie wskazując wytłuszczone słowo „przezabawny”.

Na co Jokasta odpowiada, wskazując na podpis drobnym maczkiem:
– Czy naprawdę podejmujesz decyzje na podstawie opinii koreańskojęzycznej stacji radiowej z jakiejś zabitej deskami dziury?
– A co powiesz na to? – brnę dalej. – „Głos Scunthorpe” nazwał ten film „prowokującym do myślenia”.
– Faktycznie czuję się sprowokowana… – przyznaje Jokasta – do zastanowienia się, dlaczego pozwoliłam mojemu głupkowatemu mężowi wybrać film.
Tydzień później po raz kolejny wałęsam się po wypożyczalni. Nigdy więcej, powtarzam sobie w myślach, nie zdam się na opinię koreańskojęzycznej rozgłośni radiowej, podobnie jak nie zaufam lokalnej gazetce żadnego brytyjskiego miasteczka. A już na pewno nie tknę kasety z filmem związanym w jakikolwiek sposób z Finlandią. Tym razem, kombinuję, zdam się na wcześniejsze osiągnięcia twórców filmu. Pomocnik oświetleniowca tej produkcji pracował wcześniej na planie Wielkiego chłodu, a z kolei plan tamtego zaopatrywała ta sama firma cateringowa co "Romea i Julię". Dokonałem wyboru. Zabieram zdobycz do domu. A po filmie jak zwykle rozpoczyna się dyskusja.
– Na jakiej podstawie stwierdziłeś, że to dobry film? – pyta Jokasta.
– Główną rolę gra aktor, którego doskonale pamiętamy z filmu "Dirty Dancing"...
– ... ponieważ był to jedyny godny uwagi film w całej jego karierze – kończy zdanie Jokasta.
Sięga po kasetę i pakuje ją do pudełka.
– Istnieją reguły, których należy przestrzegać, wybierając film. Po pierwsze, ignorujesz ten, którego tytuł nic ci nie mówi, mimo że w filmie wystąpiło trzech znanych aktorów. Musi istnieć jakiś powód, dla którego film przeszedł bez echa mimo takiej obsady. Poza tym kiedy piszą, że „film jest po mistrzowsku zagrany i wyreżyserowany” to dlatego, iż ktoś zapomniał dołączyć do niego treść. A kiedy na pudełku znajduje się informacja o efektach specjalnych,
ścieżce dźwiękowej albo wyczynach kaskaderskich, oznacza to, że film nie ma niczego innego do zaoferowania. Zrozumiałeś?
– Zrozumiałem – potwierdzam, po czym wracam do wypożyczalni. Wałęsam się po alejkach. Fińskie filmy: nie. Podobnie jak Patrick Swayze. I wreszcie trafiam w dziesiątkę. Niemal drżę z podniecenia. Skoro nie potrafię wybrać czegoś porządnego, jedyne, co mogę zrobić, to wybrać coś n i e p o r z ą d n e g o. Mniejsza o recenzje, gwiazdy filmowe, nawet o Finlandię.
Tym razem mój wybór oparty będzie wyłącznie na stopniu nieprzyzwoitości. Ten film ma niesamowicie prowokacyjną okładkę, dostrzegam jednak, że Australijska Rada do spraw Kontroli Mediów nie była pod szczególnym wrażeniem, kwitując go słowami: „film zawiera sceny o lekkim zabarwieniu erotycznym”. Kolejny obraz zasłużył zaledwie na wzmiankę
o „kilkukrotnym użyciu obscenicznego języka”. Dokonuję ostatecznego wyboru. „Film zawiera śmiałe sceny erotyczne”. Branie narkotyków. Naprawdę podły język. Ten film ma to wszystko! Zabieram go więc do domu.

Późnym wieczorem, chichocząc z podekscytowania, zabieramy się do oglądania. Jokasta łasi się do mnie, muskając leniwie palcami moją klatkę piersiową.
– Na jakiej podstawie stwierdziłeś, że to będzie film pornograficzny? – pyta Jokasta dziewięćdziesiąt minut później, gdy po ekranie przesuwają się napisy końcowe.
Kładę się do łóżka z poczuciem doznanej porażki.

Jestem rozczarowany koreańskojęzycznym radiem nadającym z dziury zabitej dechami. Mam po dziurki w nosie Hollywoodu. Rozgoryczeń serwowanych przez fińską kinematografię
na zmianę z Australijską Radą do spraw Kontroli Mediów. W tym świetle "Przeminęło z wiatrami" wcale nie wydaje się takie złe.
– Chyba zbyt pochopnie oceniłam ten film – stwierdza Jokasta. – Może by tak wypożyczyć go następnym razem?







do góry

Polityka prywatności     Copyright © by Wydawnictwo Otwarte 2007

Wykonanie strony: Indecity