– Jesteś Cat, prawda?
Zaskoczona, gwałtownie podniosłam głowę i zobaczyłam przyglądającego mi się mężczyznę w garniturze i krawacie. Miał niesforne, ciemnobrązowe włosy, które wyglądały zabawnie
w zestawieniu z eleganckim strojem. Chłopięce dołeczki też nie bardzo pasowały do zmarszczek wokół jasnozielonych oczu ani do okalających usta wgłębień, przypominających
dwa nawiasy.
Patrzyłam na niego chwilę, nie wiedząc, co odpowiedzieć.
– Może – zdecydowałam się w końcu. – A ty kim jesteś?
– Mam na imię Michael – odrzekł, w oficjalny sposób wyciągając przed siebie rękę. Patrzyłam na nią przez chwilę, ale nie uścisnęłam jej.
– Michael? – powtórzyłam. Powiedział swoje imię w taki sposób, jakby powinno coś dla mnie znaczyć.
– Tak – odrzekł. Uśmiechnął się szeroko i rozejrzał wokół.
– Siedzisz w mojej kuchni.
– Two j e j kuchni?
– Tak – potwierdził. Przeczesał ręką gęste włosy, sprawiając, że zaczęły jeszcze bardziej sterczeć na wszystkie strony.
Obejrzałam go od góry do dołu i zmrużyłam oczy.
– Ale nie jesteś kucharzem.
Roześmiał się i podniósł ręce do góry w geście poddania.
– Cóż, na pewno nie zawodowo – powiedział.
– I nie jesteś menadżerem restauracji – dodałam. – Spotkałam go.
– Znów racja – odrzekł tajemniczo. Rzucił mi łobuzerskie spojrzenie i ponownie wyciągnął rękę. Niechętnie ujęłam ją i wstałam. Ze zdziwieniem zauważyłam, że jestem od niego o kilka centymetrów niższa, a przecież miałam buty na obcasach. To znaczyło, że musiał mieć przynajmniej metr osiemdziesiąt osiem.
– Co w takim razie masz na myśli? – zapytałam. Moja cierpliwość się wyczerpywała.
– To moja restauracja – wyjaśnił, kiedy już stanęliśmy twarzą w twarz. – To znaczy, jest moją własnością. – Patrzył na mnie z rozbawieniem. – Jesteś wysoka – dodał.
Westchnęłam.
– Tak, jesteś pierwszą osobą, która mi to kiedykolwiek powiedziała. – Zawahałam się, po czym dodałam: – Twoja restauracja? Masz na imię Michael, ale prowadzisz restaurację, która
nazywa się U Adriano?
Znów się roześmiał.
– To na cześć mojego ojca. Razem z bratem prowadzili we Włoszech restaurację, zanim tata zmarł. Czy to wystarczy za wytłumaczenie?
– Och – westchnęłam.
– A zatem – rzekł po chwili, wciąż rozbawiony – może mi powiesz, co tutaj robisz?
Poczułam, że na policzki gwałtownie wypływa mi rumieniec. Musiałam wyglądać dość głupio.
– Cóż – powiedziałam powoli. Nie wiedziałam, od czego zacząć. – Jestem pierwszą druhną na weselu.