Kiedy w środku nocy, gdy człowiek śpi najsmaczniejszym snem, zadzwonił telefon, miałem ochotę roztrzaskać go o ścianę. Nieznany mi głos oznajmił, że czytał moje reportaże z wyprawy do dżungli w Gujanie Francuskiej, które drukowałem w USA, a teraz organizuje wyprawę do Wenezueli i proponuje mi w niej udział. Powoli otrzeźwiałem. Okazało się, że głos należy do Sylwestra Walczaka, nowojorskiego korespondenta „Rzeczpospolitej”, który zaaferowany swoim pomysłem, nie zwrócił uwagi na to, że w Polsce jest trzecia w nocy. Po długiej rozmowie wiedziałem już więcej o jego planach. Celem wyprawy miało być dotarcie
do Indian Yanomami – bodaj ostatniego plemienia na świecie, które żyje z dala od cywilizacji, a jego tajemniczymi zwyczajami interesują się naukowcy z całego świata. Projekt ekspedycji zainteresował mnie tak bardzo, że do rana zdążyłem przeglądnąć trzydzieści roczników „National Geographic”, Klimaty świata, kilka atlasów geograficznych. Wciąż jednak niewiele wiedziałem o celu wyprawy. Następny dzień spędziłem więc w Jagiellonce i bibliotece PAU, szukając jakichkolwiek informacji o Yanomami. Nie było tego dużo. Trafiłem jednak na Podróże Aleksandra Humboldta, niemieckiego przyrodnika i podróżnika, który ponad dwieście lat temu, podczas kilkuletniej (1799–1804) wyprawy przez Amerykę Południową, pływał po Orinoko wraz ze swoim towarzyszem, francuskim botanikiem Aimé Bonplandem. Humboldt pozostawił niezrównany opis fauny i flory Amazonii oraz napotkanych po drodze plemion. W jego dziennikach znalazłem wzmiankę o tajemniczych Indianach Guahibo, niepozwalającym podróżnym na żeglugę w górę Orinoko i budzącym strach wśród innych indiańskich plemion. W opisach innych podróżników również można było spotkać wzmianki o tym plemieniu, które zakłada osady wysoko w górach, unikając kontaktu nie tylko z białymi, ale również z innymi indiańskimi plemionami. Kilka dni przed wylotem do Wenezueli udało mi się wypożyczyć niesamowitą książkę – Yanoáma. Opowieść kobiety porwanej przez Indian. To spisane przez włoskiego podróżnika Ettore Bioccę wspomnienia Heleny Valero, córki Hiszpana i Brazylijki, która jako dziecko została porwana przez Yanomami i przeżyła wśród nich dwadzieścia lat. W końcu udało jej się uciec z dziećmi i schronić pod opiekę misjonarzy w miejscowości El Platanal nad Orinoko. Książka Biocci i Valero była dla mnie prawdziwą kopalnią informacji. Znacznie później okazało się, że mimo kilku naukowych opracowań jej relacja jeszcze długo pozostanie najlepszym źródłem informacji o tym zaledwie trochę poznanym plemieniu
„duchów dżungli”.
Do spotkania z moim nocnym rozmówcą doszło kilka tygodni później w Krakowie. Głos ze słuchawki należał do wysokiego, chudego blondyna w okularach, mającego za sobą kilka podróży do Afryki i Ameryki Południowej. Redakcja „Rzepy” postanowiła wyposażyć go w przenośny komputer, aparat cyfrowy i telefon satelitarny, za pomocą którego przekazywalibyśmy relacje z samego serca dżungli. Sylwek podjął się również pozyskania sponsora dla naszej ekspedycji, znalezienia w USA map rejonów, do których zamierzaliśmy dotrzeć, oraz kupienia baterii słonecznych i GPS-u. Ja miałem skompletować apteczkę, kupić sprzęt biwakowy i wędkarski oraz podarki dla Indian. Na naszej liście zakupów znalazły się również: hamaki i moskitiery, maczety, płachty przeciwdeszczowe, ponton, tabletki i filtr do odkażania wody, żywność, śpiwory (co wzbudziło małe zdziwienie wśród pozostałych uczestników wyprawy), odzież turystyczna i dobre buty, kapelusze, przeciwdeszczowe poncha, szczelne worki plastikowe, przewodniki po Wenezueli, sprzęt fotograficzny, latarki czołówki i baterie do nich, kosmetyki i środki przeciw komarom, tabletki energetyczne, witaminy i znakomite wojskowe suchary, których mogłyby nam pozazdrościć wszystkie armie świata. To wszystko, czego potrzebuje każda szanująca się wyprawa, udająca się w tropiki, choć ekspedycje hojnie finansowane i doskonale wyposażone mogą korzystać ze specjalnie dla nich opracowanych map satelitarnych, a nawet śmigłowców. Każdy z nas musiał we własnym zakresie kupić środki przeciwmalaryczne i zaszczepić się przeciwko żółtej febrze, żółtaczce i paru innym chorobom (przed udaniem się w tropiki Światowa Organizacja Zdrowia zaleca szczepienia przeciwko polio, tężcowi i błonicy).