"Dobry łajdak stanowi projekcję naszych marzeń. Każdy pragnie mieć więcej możliwości niż te, którymi akurat się cieszy: wejść tam, gdzie nie wolno, albo i leżeć brzuchem do góry okrągły miesiąc, wybrać sobie imię, nazwisko i sklecić przeszłość od nowa. To sen o piracie lub Robin Hoodzie, takim, co może biednemu nie odda, ale przynajmniej pognębi bogatego. Pogrywa w tym podskórne przekonanie, że do majątku nie da się dojść kryształową drogą, a jeśli ktoś pływa w forsie, to nie tym akurat stylem co trzeba: za wolno lub za szybko - okradnijmy go, a świat stanie się piękniejszy. Łajdak staje się tutaj regulatorem dziwnego poczucia sprawiedliwości. Ludzie chcą też być dobrzy. A nasz złodziej jest człowiekiem niemal kryształowym nawet podczas włamań - kradnie nie całość, tylko część pieniędzy, jest bezwzględnie lojalny wobec kumpli i zdradza zapał do ryzykowania własnej skóry na rzecz słabszych, słowem - bez mrugnięcia okiem robi to, co wszyscy powinni, tylko brakuje im odwagi". Więcej o powieści "Był sobie złodziej" w "Dużym Formacie".